niedziela, 10 maja 2015

Anglistka przed polską półką



Zmorą każdego chyba „neofilologa” jest stopniowo tracona umiejętność porozumiewania się w języku ojczystym. Umysł powoli przestawia się na obcą składnię i używa nieswoich metafor; zazwyczaj ciężko jest też uciec przed pułapką wtrąceń – wcześniej czy później okazuje się, że nie jesteś w stanie powiedzieć kilku zdań bez użycia słowa w innym języku. Dochodzi do takich paradoksów, że zapominasz polskich słów i zacinasz się w rozmowie, mając w głowie angielski, francuski, niemiecki odpowiednik, a ni cholery nie mogąc się wypowiedzieć we własnym języku. Jest to sytuacja cokolwiek kłopotliwa podczas przymusowych zajęć z tłumaczenia – nagle uświadamiasz sobie, że znasz język obcy lepiej niż ojczysty.

U mnie ten stan trwa nieprzerwanie od bez mała trzynastu lat, kiedy to po raz pierwszy sięgnęłam po książkę po angielsku. Była to kupiona w Empiku trzecia część Harry’ego Pottera, którą czytałam ze średnim zrozumieniem przez następne pół roku. Z fanfikami do tegoż poszło mi już łatwiej, a reszta, jak to się mówi po angielsku, jest historią. Od tamtego czasu dziennie pochłaniałam tysiące słów po angielsku i prawie nic po polsku, co fantastycznie wpłynęło na moją znajomość tego pierwszego i było zgubą dla moich umiejętności posługiwania się tym drugim. Z czasem moje nieśmiałe próby literackie wyemigrowały na angielskie wrzosowiska, a w końcu ten los podzieliła nawet ostatnia ostoja mojej językowej polskości – mój pamiętnik – ponieważ uznałam, że łatwiej mi wyrazić myśli po angielsku. Nie muszę mówić jak bardzo odbiło się to na mojej maturze z języka polskiego, ani na ocenach z tłumaczenia na studiach.  

Teraz, jako absolwentka, nie muszę na akord czytać Steinbecka ani Virginii Woolf – nadszedł więc czas aby poszerzyć horyzonty o własne poletko i rozeznać się w tym cóż tu jest ciekawego do czytania. To też dobry czas na to, żeby wyzbyć się strachu przed pisaniem po polsku, który nęka mnie od dziesięciu lat. Blog ten ma być platformą gdzie będę mogła zaadresować dwie powyższe kwestie, stąd ograniczenie do polskich autorów. Nie zamierzam udawać eksperta  - będzie to raczej swobodna przechadzka z polską książką pod pachą. Zobaczmy więc co tam da się zdjąć z tej polskiej półki...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz